środa, 12 grudnia 2012

Rozdział 3


- Minerwo powiedz, że to nie twój pomysł! Powiedz, że nie byłaś aż tak głupia, żeby zasugerować to Dumbledore’ owi.- Krzyczał czarnowłosy mężczyzna, przechadzając się po gabinecie Opiekunki Gryfonów. Co jakiś czas przystawał, żeby rzucić kobiecie wściekłe spojrzenie. Jednak czarownica, ku jego niezadowoleniu, nic sobie z tego nie robiła. Siedziała wygonie w fotelu, popijając herbatę i przyglądała się czarodziejowi pobłażliwie. Wiedziała, że tym spokojem zdziała więcej niż wrzaskami i wyzwiskami. Nic tak nie działało na Severusa jak brak reakcji na jego krzyki.
- Sev, uspokój się. Złość piękności szkodzi.
- Nie drażnij się ze mną! To twoja sprawka?
- A nawet jeśli?
- Wiedziałem.- Powiedział całkowicie zrezygnowany. Minerwę zaskoczyła nieco ta zmiana zachowania, ale nie dała tego po sobie poznać. - Nawet ty przeciwko mnie.
- Nie rozumiem cię.- Powiedziała swoim najbardziej obojętnym tonem.- Co ona ci przeszkadza? Przecież nie lubisz Pottera, a to jest Granger. Severusie, zrozum. Jest mądra i lubi przekazywać swoją wiedzę innym. Wytrzymała siedem lat z Ronaldem, więc da sobie radę z każdym idiotą.
- Nie wątpię, że nie ma gorszego głupka od Weasley’a. Nie wątpię także, że wytrzyma z nim jeszcze dłużej. Tyle, że ja z nią nie wytrzymam!
- Nie musisz. Będziesz ją widywać tylko na posiłkach i na korytarzach.- Odpowiedziała kobieta, próbując się nie roześmiać. Panika i złość jej przyjaciela śmieszyła ją. Nigdy nie sądziła, że tak błahy powód wytrąci go z równowagi. -Przecież to tylko mała, bezbronna dziewczyna.
- Mała może tak, ale nie sądzę, żeby była bezbronna.
- Chyba mi nie powiesz, że boisz się Granger!- Powiedziała z rozbawieniem. Mimo usilnych prób, nie umiała powstrzymać śmiechu. Snape wyraźnie bał się byłej Gryfonki.
- Zgłupiałaś do reszty? Ja się nie boję nikogo.- Odpowiedział wyniosłym tonem, robiąc pogardliwą minę.
- Sev nie zachowuj się jak rozkapryszony pięciolatek. Co ci szkodzi jej obecność w tym Zamku?
- Minnie!
- Dzisiaj ci się nie uda. Nie wiem dlaczego tak boisz się biednej Granger, ale zamierzam to wykorzystać. Jeśli tylko ty będziesz uprzykrzać mi życie, ja szepnę kilka słów Dumbledore’ owi i wtedy, przez przypadek okaże się, że będziecie musieli razem organizować szkolną uroczystość. Wspólny dyżur też jest niczego sobie.
- Wredna gryfońska jędza z ciebie.- Wysyczał i z łopotem szat wyszedł z Gabinetu McGonagall. Kiedy trzasnął drzwiami, kobieta roześmiała się w głos. Nigdy nie myślała, że wytrąci Severusa z równowagi. Zawsze potrafił doskonale ukrywać swoje emocje, otwierał się tylko przed nią, jednak nie zawsze. Nigdy nie widziała go zdenerwowanego do tego stopnia. Co ta dziewczyna mu zrobiła?
*
Harry spojrzał na swoją dziewczynę ze zdziwieniem. Co się z nią działo? Pierwszy raz od kiedy ją znał, Ne chciała porozmawiać z Hermioną. Potter wiedział, że ostatnio ich stosunki są napięte, ale tego się nie spodziewał. Ginny stała przed nim z miną wyrażającą determinację i czekała na jego reakcję. Tylko co on mógł zrobić? Granger nie otworzy się przed nim tak jak by zrobiła to przed Weasley. Nie może jednak zostawić jej samej sobie. Przecież są przyjaciółmi. Wiele razy on potrzebował pomocy i Miona zawsze udzielała mu wsparcia. Zawsze w niego wierzyła. Mówiła mu, że dostanie się na kurs Aurorów, ćwiczyła z nim zaklęcia. Jak teraz mógłby się od niej odwrócić? Była dla niego jak siostra. Nie chciał jej zranić. Nie chciał też zmuszać Ginny do czegoś, na co nie miała ochoty.
- Co się z wami ostatnio dzieje? Zresztą nie odpowiadaj, wole nie wiedzieć. Idę do niej.
- Rób jak chcesz.- odpowiedziała ruda ze złością i odeszła zostawiając chłopaka z mętlikiem w głowie.
*
Szedł powoli ciemną uliczką rozglądając się na boki. Wiedział, że coś jest nie tak, jednak nie potrafił powiedzieć co. Z każdą chwilą czuł narastającą panikę i wszechogarniające zimno. Co się dzieje? Zaczął ostrożniej stawiać kroki. Co jakiś czas zatrzymywał się i rozglądał wokół, szukając źródła swojego strachu. Miał wrażenie, że jeszcze chwila i rzuci się do ucieczki, zostawiając swój cel daleko za sobą. Jednak nie mógł tego zrobić. Obietnica pchała go do przodu, nie pozwalając się cofnąć. Jeszcze tylko trochę, jeszcze parę metrów. Za chwilę zobaczy ten dom, wejdzie do niego i już będzie bezpieczny. Później tylko musiał zabrać tą księgę i mógł wracać. Musiał się uspokoić. Nic mu nie grozi. To tylko wąska mugolska uliczka. Nie ma tutaj nikogo, oprócz kilku starych żebraków. Przecież wszyscy poszli świętować otwarcie nowego szpitala. Nikt go nie obserwuje. A jeśli nawet, to co może mu zrobić? Tutaj są tylko mugole, których potrafi obezwładnić jednym prostym zaklęciem.
Z każdym kolejnym krokiem czuł coraz większy niepokój. Coraz częściej myślał o ucieczce, która wydawała się jedynym inteligentnym rozwiązaniem. Ciemność zaczęła gęstnieć i napierać na niego z każdej strony. Za sobą słyszał cichy szelest długiej szaty, jednak nie miał odwagi odwrócić głowy. Jeszcze dwa schodki i będzie bezpieczny. Nic już mu nie zagrozi. Powoli wyciągnął dłoń z różdżką, wyszeptał Alahamora i wszedł do środka. Ostrożnie zapalił światło i uśmiechnął się pod nosem. Nic się mu nie może stać. Odwrócił się, żeby zamknąć drzwi zaklęciem. Jednak w drzwiach zobaczył ciemnowłosą postać uśmiechającą się paskudnie i trzymającą różdżkę wycelowana w jego pierś. Później była już tylko ciemność. I cisza.

2 komentarze:

  1. Heh... Dawno nie czytałam nic o Potterze, ale miło czasem powrócić :) Podoba mi się twój blog, a najbardziej chyba to, że pokazujesz też bliższe stosunki między nauczycielami... Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czytała o Potterze i nauczycielach jako ŻYWYCH I EMOCJONALNYCH istotach. Czekam na kolejny Rozdział. Życzę weny i Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Serdecznie zapraszam na rozdział 32 pt. Tajne stowarzyszenie, który ukazał się po długiej przerwie na www.hermione-riddle-potter.blogspot.com
    Życzę miłej lektury oraz zachęcam do skomentowania.
    Pozdrawiam,
    Alex

    OdpowiedzUsuń